Zobaczyłam siebie! Ja i Mike na tym samym zdjęciu. Może to zbieg okoliczności. A może nie? To zdjęcie było największe z wszystkich i bardzo się wyróżniało. Wzięłam je do ręki i dokładnie się mu przyjrzałam. To naprawdę byłam ja, a ten brunet to na pewno Mike. Słyszałam jak chłopak wychodził z kuchni i włożyłam to zdjęcie do swojej torby.
-Proszę sok dla ciebie.
-Dzięki-powiedziałam z niepewnym uśmiechem.
-O czym tak myślisz?-zapytał mnie siadając koło mnie.
Wzięłam szklankę z sokiem i wstałam.
-Podoba mi się ta ściana ze zdjęciami.-odpowiedziałam mu biorąc łyk soku.
-Dzięki. To moje stare zdjęcia z przyjaciółmi.
Moją uwagę przykuło jeszcze więcej fotografii.
-Patrz. Na tym zdjęciu jest, a może była moja przyjaciółka. Jest nawet podobna do ciebie.
-Jak miała na imię?-zapytałam z zaciekawieniem.
-Może to zbieg okoliczności, ale nie wiem. To Jane.
Całą godzinę opowiadał mi z kim i gdzie były robione te zdjęcia. dziwne, ale bardzo mnie to zaciekawiło i coś mi się przypominało. Nagle usłyszałam swój telefon.
-Przepraszam. Lana?
Po trzech męczących minutach skończyłam rozmowę z Laną. Była u mnie, ale nikogo nie było. Powiedziałam jej, że spotkamy się kiedy indziej. Po całym popołudniu spędzonym u Mike'a musiałam iść już do domu. Zgłodniałam. Idąc do domu nie mogłam zapomnieć o tym zdjęciu. Czy to może być prawdą? Przyjaźniłam się z nim? Po piętnastu minutach byłam już w domu. Odłożyłam na bok czapkę i sięgnęłam mleko. Wzięłam łyk i pognałam na górę. Moje myśli kręciły się tylko wokół Mike'a i tych zdjęć. Wygrzebałam zdjęcie, które "pożyczyłam" od bruneta. Popatrzyłam na swoją ścianę i dojrzałam tą samą fotografie. Weszłam na krzesło by dokładnie się przypatrzeć. Byłam jak wryta. Nie mogłam w to uwierzyć. Znalazłam mojego przyjaciela. Starego, dobrego przyjaciela. Z łzą w oku musiałam szybko dotrzeć do Mike'a.
*Pół godziny później* *Mike*
-Poczekaj. Pójdę otworzyć.-powiedziałem do Lany.
Byłem nieco zdziwiony kiedy zauważyłem w drzwiach Jane.
-Hej Jane. Co tu robisz?-widziałem lekki uśmiech na jej twarzy.
Jane wyciągnęła dwa zdjęcia. Wyciągnąłem rękę i byłem zdziwiony, ale szczęśliwy. Blondynka nie odezwała się ani słowem.
-Masz to samo zdjęcie co ja?
-Tak. Jestem tą Jane na zdjęciu.
-O matko.-złapałem się za głowę.
-Jane!-spojrzałem się na nią.-Królewna piaskownicy! Pamiętasz?-podeszłem bliżej niej.
-Jeszcze nie zapomniałam.-uśmiechnęła się szeroko, a potem ją przytuliłem.
Wtedy usłyszałem kroki.
-Przepraszam? Mogę wiedzieć o co chodzi?-zapytała nas Lana.
-Jane usiądź opowiemy jej wszytko.
Tak do wieczoru spłynął nam czas.
*Jane*
-Muszę już wracać robi się dość późno. Lana już poszła a ja jeszcze siedzę.
-Odprowadzę cię.-przerwał mi w trakcie Mike.
-Okej.-uśmiechnęłam się.
Kolejne pół godziny opowiadaliśmy sobie co działo się w tym czasie kiedy nie byliśmy blisko siebie. W końcu zawsze się spotykaliśmy i wspieraliśmy się. Po jakimś czasie kontakty się urwały.
-Tutaj mieszkam.-zatrzymałam się przy uliczce.
-Piękny dom.-tylko się uśmiechnęłam.
Przez chwilę staliśmy w milczeniu.
-Dobra idę już po oczy mi się zamykają.-powiedział niespodziewanie.
-Tylko nie zaśnij bo drodze!-powiedziałam idąc tyłem i śmiejąc się.
Mike zaśmiał się ze mną. Tylko on śmiał się z moich żartów i samej mnie. Zawsze był taki czuły. Była już 22.00 a jutro do szkoły. Nie jadłam kolacji. Od kilku dni nic nie jem. Jakoś nie mam ochoty. Wzięłam tylko prysznic, spakowałam potrzebne książki na jutro i poszłam do łóżka.
*Ranek*
Wstałam z wielkim uśmiechem na twarzy. Nie mogłam przestać myśleć o Mike'u. Podrapałam się po głowie i poszłam do łazienki. Trochę się ogarnęłam i wyciągnęłam jakieś ciuchy.
Zeszłam na dół i zjadłam małe śniadanie. Po pierwszym gryzie usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Hej.-zauważyłam w drzwiach chłopaka.
-Hej. Wchodź.-powiedziałam dość obojętnie.-Chcesz coś do picia?
-Nie, dzięki.-odmówił.
-Spieszysz się?-zapytałam jedząc bułkę.
-Idę na tą samą godzinę co ty więc, pomyślałem że wpadnę po ciebie.-mówił z niepewnością.
-Fajnie.-powiedziałam myjąc ręce.-Nie będzie mi się nudzić.-usiadłam obok niego.
-Idziemy?-zapytał.
-Tak.
W drodze do szkoły rozmawialiśmy jak za dawnych czasów. Jak mi go brakowało. Nim się obejrzeliśmy przekroczyliśmy próg szkoły.
-Spotkamy się później?-zapytał z głową w dole.
-Jane.-uśmiechnęłam się do niego.
Zatrzasnęłam drzwi od szafki i rozdzieliliśmy się. Nie mogłam o nim zapomnieć coś dziwnego się ze mną dzieje. Przy sali od historii spotkałam Lanę.
-Hej. Strasznie źle wyglądasz.-popatrzyłam na nią ze smutkiem.
-Masz rację. Mam katar i głowa mnie boli.-powiedziała ze spuszczoną głową.
-Zmykaj do domu. Ja cię zwolnię.-zabrzmiało to jakbym chciała się jej pozbyć.
Lana odeszła przytulając mnie i ciągnąc za sobą torbę na ramię. Rzeczywiście źle wyglądała.
*6 lekcji później*
Całe lekcje myślałam o Mike'u. Przyszłam do domu i ugotowałam sobie spaghetti, bo dawno go nie jadłam. Pożerałam to, aż mi się uszy trzęsły. Kiedy zmywałam naczynia rozległ się głos mojego telefonu. Wyciągnęłam go z torby i odebrałam.
-Halo? Cześć Mike. Jasne, że przyjdę.-mówiłam z zadowoleniem.-Okej. To pa.
Byłam w niebo wzięta, kiedy mi to zaproponował. Boże. Coś się ze mną dzieje.
*Mike*
Byłem szczęśliwy kiedy Jane się zgodziła. Po ostatnim wieczorze. Zacząłem do niej czuć coś więcej niż tylko koleżeństwo, czy przyjaźń. To był dobry pomysł, by zaprosić ją do siebie. Po kilkunastu minutach ujrzałem w oknie machającą do mnie Jane z uśmiechem. Wpuściłem ją do środka.
-Wchodź.-przytuliłem ją.
-Dziś nie miałam planów. Lana jest chora więc zgodziłam się.-oznajmiła mnie siadając.
-Może soku pomarańczowego?-zapytałem ją.
-Przepadam za nim wiesz to.-obróciła się do mnie.
Cały dzień przesiadłem z Jane oglądając film i jedząc pizzę. W jednym momencie spojrzałem na zegar była już 21.00. Widziałem że blondynka zasypia, ale nie budziłem jej. Wyglądała naprawdę uroczo. Poczułem, że jej głowa osuwa się na moje ramię, wstałem i zaniosłem ją do mojego łóżka. Miała lekki uśmiech na twarzy. Była taka słodka. Mnie samemu oczy już się kleiły więc poszłedłem spać na kanapie. Jutro mamy wolne, bo nauczyciele gdzieś wyjeżdżają. To był wspaniały moment by te dwa dni spędzić z Jane.
*Ranek*
Wszedłem do swojego pokoju. Zauważyłem, że Jane jeszcze śpi. Postanowiłem, ze przygotuje jej śniadanie. Zrobiłem jajecznicę z pomidorami i sok pomarańczowy. Dziewczyna będzie zachwycona. Usłyszałem jakieś kroki.
-Możesz mi powiedzieć czemu spałam u ciebie?-zapytała zaspana.
-Nie chciałem ci budzić wieczorem. Wyglądałaś uroczo. A wo ogóle tyle gwałcicieli teraz się kręci.-zaśmiałem się.
-To nie było śmieszne.-szturchnęła mnie.
-Zobacz co ci przygotowałem.-postawiłem tacę na stole.
-Jajecznica! Sok pomarańczowy!-otworzyła szeroko oczy i rzuciła się mi na szyję.
*Jane*
Mike był cudowny! Zrobił mi śniadanie. Świetny z niego chłopak. Ranek spędziłam z nim, a w południe musiałam iść do Lany. Przebrałam się w te same rzeczy co wczoraj.
-Ja już idę. Muszę jeszcze wpaść do Lany.-powiedziałam zrywając się z kanapy.
-Wpadniesz jeszcze prawda?
-Na pewno nie raz.-uśmiechnęłam się i wyszłam.
Po drodze włączyłam MP3 i słuchałam piosenek. Po kilkunastu minutach znalazłam się przed domem Lany. Weszłam przez małą uliczkę i zadzwoniłam do drzwi.
-Dzień dobry.-uśmiechnęłam się.
-Dzień dobry! Wchodź proszę.-odrzekła mi miła,uśmiechnięta pani.
-Jesteś koleżanką Lany prawda?
-Tak.-powiedziałam odgarniając włosy.
*Lana*
Usłyszałam na dole rozmowę.
-Lana. Ktoś do ciebie.-zauważyłam w drzwiach swoją mamę.
-Hej.-powiedziała do mnie Jane po cichu.
-Cześć.-przytuliłam ją.
-Co powiesz? Jak się czujesz?-zapytała mnie siadając na fotel.
-Już lepiej. Dziękuję.-odpowiedziałam grzebiąc coś w komputerze.
-Słuchaj mam coś ci do powiedzenia, ale nie bądź na mnie zła.-wymrukała Jane.
-Oczywiście, że nie będę.-uśmiechnęłam się.
-Bo ja...






