niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział V


Zobaczyłam siebie! Ja i Mike na tym samym zdjęciu. Może to zbieg okoliczności. A może nie? To zdjęcie było największe z wszystkich i bardzo się wyróżniało. Wzięłam je do ręki i dokładnie się mu przyjrzałam. To naprawdę byłam ja, a ten brunet to na pewno Mike. Słyszałam jak chłopak wychodził z kuchni i włożyłam to zdjęcie do swojej torby.
-Proszę sok dla ciebie.
-Dzięki-powiedziałam z niepewnym uśmiechem.
-O czym tak myślisz?-zapytał mnie siadając koło mnie.
Wzięłam szklankę z sokiem i wstałam.
-Podoba mi się ta ściana ze zdjęciami.-odpowiedziałam mu biorąc łyk soku.
-Dzięki. To moje stare zdjęcia z przyjaciółmi.
Moją uwagę przykuło jeszcze więcej fotografii.
-Patrz. Na tym zdjęciu jest, a może była moja przyjaciółka. Jest nawet podobna do ciebie.
-Jak miała na imię?-zapytałam z zaciekawieniem.
-Może to zbieg okoliczności, ale nie wiem. To Jane.
Całą godzinę opowiadał mi z kim i gdzie były robione te zdjęcia. dziwne, ale bardzo mnie to zaciekawiło i coś mi się przypominało. Nagle usłyszałam swój telefon.
-Przepraszam. Lana?
Po trzech męczących minutach skończyłam rozmowę z Laną. Była u mnie, ale nikogo nie było. Powiedziałam jej, że spotkamy się kiedy indziej. Po całym popołudniu spędzonym u Mike'a musiałam iść już do domu. Zgłodniałam. Idąc do domu nie mogłam zapomnieć o tym zdjęciu. Czy to może być prawdą? Przyjaźniłam się z nim? Po piętnastu minutach byłam już w domu. Odłożyłam na bok czapkę i sięgnęłam mleko. Wzięłam łyk i pognałam na górę. Moje myśli kręciły się tylko wokół Mike'a i tych zdjęć. Wygrzebałam zdjęcie, które "pożyczyłam" od bruneta. Popatrzyłam na swoją ścianę i dojrzałam tą samą fotografie. Weszłam na krzesło by dokładnie się przypatrzeć. Byłam jak wryta. Nie mogłam w to uwierzyć. Znalazłam mojego przyjaciela. Starego, dobrego przyjaciela. Z łzą w oku musiałam szybko dotrzeć do Mike'a.
*Pół godziny później* *Mike*
-Poczekaj. Pójdę otworzyć.-powiedziałem do Lany.
Byłem nieco zdziwiony kiedy zauważyłem w drzwiach Jane.
-Hej Jane. Co tu robisz?-widziałem lekki uśmiech na jej twarzy.
Jane wyciągnęła dwa zdjęcia. Wyciągnąłem rękę i byłem zdziwiony, ale szczęśliwy. Blondynka nie odezwała się ani słowem.
-Masz to samo zdjęcie co ja?
-Tak. Jestem tą Jane na zdjęciu.
-O matko.-złapałem się za głowę.
-Jane!-spojrzałem się na nią.-Królewna piaskownicy! Pamiętasz?-podeszłem bliżej niej.
-Jeszcze nie zapomniałam.-uśmiechnęła się szeroko, a potem ją przytuliłem.
Wtedy usłyszałem kroki.
-Przepraszam? Mogę wiedzieć o co chodzi?-zapytała nas Lana.
-Jane usiądź opowiemy jej wszytko.
Tak do wieczoru spłynął nam czas.
*Jane*
-Muszę już wracać robi się dość późno. Lana już poszła a ja jeszcze siedzę.
-Odprowadzę cię.-przerwał mi w trakcie Mike.
-Okej.-uśmiechnęłam się.
Kolejne pół godziny opowiadaliśmy sobie co działo się w tym czasie kiedy nie byliśmy blisko siebie. W końcu zawsze się spotykaliśmy i wspieraliśmy się. Po jakimś czasie kontakty się urwały.
-Tutaj mieszkam.-zatrzymałam się przy uliczce.
-Piękny dom.-tylko się uśmiechnęłam.
Przez chwilę staliśmy w milczeniu.
-Dobra idę już po oczy mi się zamykają.-powiedział niespodziewanie.
-Tylko nie zaśnij bo drodze!-powiedziałam idąc tyłem i śmiejąc się.
Mike zaśmiał się ze mną. Tylko on śmiał się z moich żartów i samej mnie. Zawsze był taki czuły. Była już 22.00 a jutro do szkoły. Nie jadłam kolacji. Od kilku dni nic nie jem. Jakoś nie mam ochoty. Wzięłam tylko prysznic, spakowałam potrzebne książki na jutro i poszłam do łóżka.

*Ranek*
Wstałam z wielkim uśmiechem na twarzy. Nie mogłam przestać myśleć o Mike'u. Podrapałam się po głowie i poszłam do łazienki. Trochę się ogarnęłam i wyciągnęłam jakieś ciuchy.





 Zeszłam na dół i zjadłam małe śniadanie. Po pierwszym gryzie usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Hej.-zauważyłam w drzwiach chłopaka.
-Hej. Wchodź.-powiedziałam dość obojętnie.-Chcesz coś do picia?
-Nie, dzięki.-odmówił.
-Spieszysz się?-zapytałam jedząc bułkę.
-Idę na tą samą godzinę co ty więc, pomyślałem że wpadnę po ciebie.-mówił z niepewnością.
-Fajnie.-powiedziałam myjąc ręce.-Nie będzie mi się nudzić.-usiadłam obok niego.
-Idziemy?-zapytał.
-Tak.
W drodze do szkoły rozmawialiśmy jak za dawnych czasów. Jak mi go brakowało. Nim się obejrzeliśmy przekroczyliśmy próg szkoły.
-Spotkamy się później?-zapytał z głową w dole.
-Jane.-uśmiechnęłam się do niego.
Zatrzasnęłam drzwi od szafki i rozdzieliliśmy się. Nie mogłam o nim zapomnieć coś dziwnego się ze mną dzieje. Przy sali od historii spotkałam Lanę.
-Hej. Strasznie źle wyglądasz.-popatrzyłam na nią ze smutkiem.
-Masz rację. Mam katar i głowa mnie boli.-powiedziała ze spuszczoną głową.
-Zmykaj do domu. Ja cię zwolnię.-zabrzmiało to jakbym chciała się jej pozbyć.
Lana odeszła przytulając mnie i ciągnąc za sobą torbę na ramię. Rzeczywiście źle wyglądała.
*6 lekcji później*
Całe lekcje myślałam o Mike'u. Przyszłam do domu i ugotowałam sobie spaghetti, bo dawno go nie jadłam. Pożerałam to, aż mi się uszy trzęsły. Kiedy zmywałam naczynia rozległ się głos mojego telefonu. Wyciągnęłam go z torby i odebrałam.
-Halo? Cześć Mike. Jasne, że przyjdę.-mówiłam z zadowoleniem.-Okej. To pa.
Byłam w niebo wzięta, kiedy mi to zaproponował. Boże. Coś się ze mną dzieje.
*Mike*
Byłem szczęśliwy  kiedy Jane się zgodziła. Po ostatnim wieczorze. Zacząłem do niej czuć coś więcej niż tylko koleżeństwo, czy przyjaźń. To był dobry pomysł, by zaprosić ją do siebie. Po kilkunastu minutach ujrzałem w oknie machającą do mnie Jane z uśmiechem. Wpuściłem ją do środka.
-Wchodź.-przytuliłem ją.
-Dziś nie miałam planów. Lana jest chora więc zgodziłam się.-oznajmiła mnie siadając.
-Może soku pomarańczowego?-zapytałem ją.
-Przepadam za nim wiesz to.-obróciła się do mnie.
Cały dzień przesiadłem z Jane oglądając film i jedząc pizzę. W jednym momencie spojrzałem na zegar była już 21.00. Widziałem że blondynka zasypia, ale nie budziłem jej. Wyglądała naprawdę uroczo. Poczułem, że jej głowa osuwa się na moje ramię, wstałem i zaniosłem ją do mojego łóżka. Miała lekki uśmiech na twarzy. Była taka słodka. Mnie samemu oczy już się kleiły więc poszłedłem spać na kanapie. Jutro mamy wolne, bo nauczyciele gdzieś wyjeżdżają. To był wspaniały moment by te dwa dni spędzić z Jane.

*Ranek*
Wszedłem do swojego pokoju. Zauważyłem, że Jane jeszcze śpi. Postanowiłem, ze przygotuje jej śniadanie. Zrobiłem jajecznicę z pomidorami i sok pomarańczowy. Dziewczyna będzie zachwycona. Usłyszałem jakieś kroki.
-Możesz mi powiedzieć czemu spałam u ciebie?-zapytała zaspana.
-Nie chciałem ci budzić wieczorem. Wyglądałaś uroczo. A wo ogóle tyle gwałcicieli teraz się kręci.-zaśmiałem się.
-To nie było śmieszne.-szturchnęła mnie.
-Zobacz co ci przygotowałem.-postawiłem tacę na stole.
-Jajecznica! Sok pomarańczowy!-otworzyła szeroko oczy i rzuciła się mi na szyję.
*Jane*
Mike był cudowny! Zrobił mi śniadanie. Świetny z niego chłopak. Ranek spędziłam z nim, a w południe musiałam iść do Lany. Przebrałam się w te same rzeczy co wczoraj.
-Ja już idę. Muszę jeszcze wpaść do Lany.-powiedziałam zrywając się z kanapy.
-Wpadniesz jeszcze prawda?
-Na pewno nie raz.-uśmiechnęłam się i wyszłam.
Po drodze włączyłam MP3 i słuchałam piosenek. Po kilkunastu minutach znalazłam się przed domem Lany. Weszłam przez małą uliczkę i zadzwoniłam do drzwi.
-Dzień dobry.-uśmiechnęłam się.
-Dzień dobry! Wchodź proszę.-odrzekła mi miła,uśmiechnięta pani.
-Jesteś koleżanką Lany prawda?
-Tak.-powiedziałam odgarniając włosy.

*Lana*
Usłyszałam na dole rozmowę.
-Lana. Ktoś do ciebie.-zauważyłam w drzwiach swoją mamę.
-Hej.-powiedziała do mnie Jane po cichu.
-Cześć.-przytuliłam ją.
-Co powiesz? Jak się czujesz?-zapytała mnie siadając na fotel.
-Już lepiej. Dziękuję.-odpowiedziałam grzebiąc coś w komputerze.
-Słuchaj mam coś ci do powiedzenia, ale nie bądź na mnie zła.-wymrukała Jane.
-Oczywiście, że nie będę.-uśmiechnęłam się.
-Bo ja...

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział IV


*Lana*
Musiałam wygarnąć Angie. Wyszłam dla upewnienia zobaczyć czy Jane jest w kuchni. Zamknęłam drzwi. Angie się wzdrygnęła.
-Słuchaj.-powiedziałam wściekle.
-Czego ty chcesz?-przymróżyła oczy.
-Nie zabieraj mi mojej przyjaciółki...
-Haha!-zaśmiała się.-Twojej przyjaciółki? To jest moja przyjaciółka.
-Chyba raczej była...-powiedziałam wychodząc na balkon.
-Jeśli się od niej nie odwalisz to...
-To co?-przerwałam jej.-Zabijesz mnie?
-Nie...przepraszam. Uniosłam się za bardzo.-powiedziała wzdychając.
Nie wierzyłam jej zbyt ale się pogodziłam i podałam jej rękę. W tym czasie weszła do pokoju Jane. Ślicznie pachniało. Czułam, że będzie uczta.

*Jane*
Weszłam do pokoju z tacą i moim specjałem-pieczonymi bułeczkami z jajkiem.Położyłam tacę na stoliku. Wszystkie rzuciłyśmy się na jedzenie.
-Pyszne.-pochwaliła Angie.
-Zgadzam się.-poparła ją Lana.
-Cieszę się, że wam smakuje.-uśmiechnęłam się do dziewczyn.
Cały wieczór nam zleciał śmiejąc się, rozmawiając i bawiąc się. Spojrzałam na zegarek wiszący nad moim łóżkiem. Była już północ.
-Chodźmy już spać. Jestem zmęczona.-powiedziałam ziewając.
-Jutro jest niedziela więc możemy siedzieć do samego rana.
-Jak Jane chce iść spać to możemy iść.-poprawiła ją Lana.
-Okej..-powiedziała Angie przewracając oczami.
Lana zgasiła światło i najprędzej z nas wszystkich zasnęła. Ja zasnęłam tuż po niej.

*4.00* *Angie*
Spojrzałam na Lanę,a potem na Jane. Widziałam, że śpią więc po cichu wyszłam z jej domu. Nie mogłam zasnąć, więc całą noc pisałam sms-y z moim chłopakiem. W końcu wyszłam z jej domu.

*Ranek* *Jane*
Popatrzyłam na telefon, by zobaczyć która jest godzina. Była 10.00. Spojrzałam w prawą stronę i zobaczyłam budzącą się już Lanę. Z lewej strony widziałam tylko koc i wymiętoloną poduszkę. Wyskoczyłam z łóżka i wyszłam na balkon. W domu Angie ruszał się jakiś człowiek. Zadzwoniłam szybko do blondynki. Przez jednopiętrowy dom wyglądała Angie. Odłożyłam słuchawkę na stolik i lekko się uśmiechnęłam. Lana wygramoliła się już z łóżka.
-Która godzina?-wymamrotała zmęczona.
-Piętnaście po 10.-odpowiedziałam chodząc po pokoju.
-A gdzie Angie?-zapytała mnie.
-U siebie.-powiedziałam obojętnie.
-Idę się przebrać. Muszę jeszcze pomóc mamie.
-Jasne.
Ja w tym czasie poszłam do garderoby wybrać coś ciekawego. Była niedziela więc wybrałam coś bardziej eleganckiego.




Białe spodnie i niebieska bluzka idealnie do siebie pasowały.
-Dzwoniła mama. Muszę już iść.-powiedziała z pośpiechem.
-Okej. Dzięki, że byłaś.
Lana przytuliła mnie i sama poczłapała do drzwi.
Nie byłam głodna, więc poszłam zobaczyć co ciekawego jest na Facebooku. Weszłam jeszcze na jakieś inne stronki o gwiazdach i posłuchałam muzyki. Włączyłam sobie Rihanne i One Direction bo tak naprawdę to tylko ich potrafię słuchać. Po trzech godzinach spędzonych przed komputerem musiałam wziąć się za naukę. Jutro mam geografię, więc będę musiała dobrze wszystko wkuć. Za pewne zrobi kartkówkę. Spojrzałam na zegarek, bo troszkę zgłodniałam. Wyciągnęłam mleko i płatki czekoladowe. Najchętniej teraz bym pobiegała, ale nie mogę z powodu mojej nogi. Chcę, żeby mama już przyjechała. Mam ochotę na jej pizzę, którą zawsze robi na obiad. Jeszcze "tylko" 10 dni. 10 dni sama w tym otoczeniu. Sama. Samiusieńka. Chociaż mam Lanę i Angie. Po zjedzeniu włączyłam telewizor i oglądałam jakiś serial. Mama go uwielbia, ale ja za nim nie przepadam. Nim się obejrzałam była już 20.30. Weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Przebrałam się i wskoczyłam do swojego łóżka. Zgasiłam swoją lampkę i zasnęłam.
*Ranek*
Obudziłam się tak jak zwykle, czyli o szóstej. Przetarłam oczy i pognałam do łazienki, by trochę się ogarnąć. Ziewałam w drodze do garderoby i wyciągnęłam coś na ślepo. Dziś było trochę zimniej niż wcześniej więc musiałam ubrać jakąś buzę i czapkę.


Nic mi się dzisiaj nie chciało więc rozpuściłam włosy.
Była już 7.00 więc trzeba było zjeść śniadanie. Zrobiłam sobie kanapki z serem. Włączyłam jeszcze na chwilę telewizję, a potem ruszyłam do szkoły. Słuchałam piosenek Rihanny do tego czasu aż w końcu doszłam do swojej szafki.
-Hej Jane.-usłyszałam głos koło siebie.
-Hej Lana.-powiedziałam zaspana.
Lana popatrzyła się na mnie i wymrukała:
-Jesteś chora? Strasznie źle wyglądasz.-zamartwiła się.
-Nie, po prostu jestem nie wyspana i tyle.
Poganałyśmy razem do sali geograficznej i przez nie uwagę wleciałam na jekiegoś kolesia.
-Możesz trochę uważać?-zapytałam go ze złością.
-Przepraszam.-spojrzał się na mnie. Ja jednak miałam głowę spuszczoną na dół.
-Hej Mike.-wyrzekła Lana do chłopaka z uśmiechem.
-Hej.-uśmiechnął się do niej.
*dzwonek na lekcje*
-Przepraszam spieszy nam się.-powiedział brunet.
-Pa.-pomachała mu Lana.
-Ty go znasz?-zapytałam z niesmaczeniem.
-Tak. To Mike najfajniejszy gość ze szkoły. Przeniósł się tutaj. Jest w drugiej klasie.
-I co o nim sądzisz?
-No wiesz...-zawstydziła się Lana.
-Dobra rozumiem.-stanęłyśmy przy sali czekając na nauczyciela.
*40 minut później*
Otworzyłam drzwi i uderzyłam w tego samego chłopaka, na którego wpadłam przed lekcją.
-Przepraszam!-przyłożyłam dłoń do twarzy.-Gapa ze mnie.
-Nic się nie stało.-oznajmił mnie Mike.
-Ej! To ty! Wpadłam na ciebie przed lekcją.
-Poznajesz mnie.-odrzekł z uśmiechem. 
-Jeszcze się nie poznaliśmy. Jestem Jane.-podałam mu rękę z uśmiechem.
-A ja Mike.-uśmiechnął się.-odprowadzę cię do klasy.
Całą przerwę rozmawialiśmy o sobie. W sumie to całkiem fajny z niego chłopak. O boże! Co ja wygaduje. Nie! To tylko kolega. 
-Jeszcze raz się spotkamy i wisisz mi kawę!-zaśmiałam się.
-No tak!-uśmiechnął się.
Wiem, że to nie było śmieszne, ale widocznie jemu się to podobało. Przez resztę czasu nie widziałam Lany. Była tylko na lekcjach. Przez przerwy gadałam z Mike'm. To chyba się jej nie spodobało. Muszę z nią pogadać. Kiedy wyszłam ze szkoły dzwoniłam do Lany, ale nikt nie odpowiadał. Poddałam się. Na rogu znów wpadłam na Mike'a. 
-Hej. I co jednak stawiasz mi tą kawę.-uśmiechnęłam się.
-No chyba nie da się tego odwołać. Może wpadniesz do mnie teraz?
-Okej.
Szliśmy tak pół godziny, aż dotarliśmy do jego domu. Mały, jednopiętrowy, skromny. 
-Zapraszam.-powiedział, a ja weszłam śmiało.
-Jak tu ładnie.-pochwaliłam.
Poszliśmy do pokoju bruneta i pierwsze co wpadło mi w oko to ściana ze zdjęciami. Mam taką samą. Ile nas łączy. To wspaniałe. 
-Chcesz coś do picia?
-Poproszę sok.-odpowiedziłam grzecznie.
W trakcie kiedy Mike był w kuchni ujrzałam jedno wyróżniające się zdjęcie. Oczy prawie mi wypadły, gdy zobaczyłam co jest na tym zdjęciu...



czwartek, 18 kwietnia 2013

Rozdział III

Mam do nauczenia historię, ale mi się nudzi więc wstawiam wam rozdział ;D
***


Obudziłam się znów wcześniej niż sobie to zaplanowałam. Tym razem byłam dość zaspana. W końcu przypomniało mi się, że dziś jest sobota. Podparłam się na łokciach i wstałam z łóżka. Przeciągnęłam się i poszłam do łazienki umyć twarz. Weszłam do garderoby wybrać sobie jakieś luźne ciuchy na sobotę.

Uwielbiam mieć wszystko ładnie z tonowane. Wybrałam żółte rurki, sweterek i jakąś biżuterię. Wróciłam do pokoju i uczesałam się w niechlujnego koka. Spojrzałam przez okno i ujrzałam maszerującą już po pokoju Angie. 

*Angie*
Widziałam jak Jane spogląda do mnie przez okno. Podeszłam i pomachałam jej, a potem widziałam jak wychodzi z domu. Po kilku minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam. W progu stała uśmiechnięta Jane.
-Cześć Angie.-przytuliła mnie.
-Hej.-uśmiechnęłam się.
-Miałam ci pomóc rozpakowywać kartony.-oznajmiła mnie.
-Kompletnie zapomniałam. Wchodź.-zaprosiłam ją radośnie do domu.
Weszłyśmy do mojego pokoju. Widziałam radość na twarzy Jane.
-Śliczny pokój.
-Dzięki, ale nie jest skończony. 
-Bierzemy się za kartony co?
-Tak.-uśmiechnęłam się.
Bawiłyśmy się tak dobrze, jak za dawnych czasów. Porozmawiałyśmy, pośmiałyśmy się.

*Lana*
Swierdziłam, że dziś wpadnę do Jane. Muszę zoabczyć jak się czuje. Kiedy zaszłam do jej domu. Prawdopodobnie nikogo nie było. Obróciłam się i zoabczyłam ją w domu jakieś innej dziewczyny. Wyglądało na to, że świetnie się bawiła. Musiałam do niej zadzwonić.
-Jane?Gdzie jesteś stoję pod twoim domem.-w tle usłyszałam śmiechy.
-Jestem naprzeciwko, zaraz po ciebie wyjdę.
-Dobra.
Po kilu minutach ujrzałam ją wychodzącą z domu, przy tym tulącą się do jakieś blondynki.
-Jestem.-rzekła.
-Jak noga?
-Już lepiej, dzięki. Chodź do mnie.
Przszłyśmy bramę i weszłyśmy do domu.

*Jane*
Lana raczej nie była w dobrym humorze. Sidziała na kanapie i czytała gazetę.
-U kogo byłaś?-nagle mnie zapytała.
-Moja koleżanka się tutaj wprowadziła. Świetnie się razem bawiłyśmy.
Położyłam na stół ciastka i sok pomarańczowy. Lana wzięła łyk i zjadła ciastko. Poszłyśmy na górę do mojego pokoju.
-Ładnie tutaj masz.-pochwaliła mój pokój.
-Dziękuję.
-A te zdjęcia? To twój tata?
-Tak, ale wolałabym o tym nie mówić.
-Przepraszam, jeżeli coś złego powiedziałam.-popatrzyła się na mnie i przytuliła mnie.
-Nie. Nic się nie stało.-uśmiechnęłam się.
-A ta dziewczyna? Kto to?-zaczęła mnie wypytywać.
-To dziewczyna z naprzeciwka Angie. Była moją najlepszą przyjaciółką.
Zaczęłam jej coraz więcej opowiadać. Ja położyłam się na łóżku, a Lana na podłodze. Potem usłyszałam dźwięk dzwonka. Wyszłam na balkon by zobaczyć kto to. 
-Angie przyszła.
-Zaproś ją. Chętnie ją poznam.
Uśmeichnęłam się tylko i pognałam w stronę drzwi. Lana wyszła tylko na schody.
Całe południe zajęło nam poznawanie się. Lana i Angie wyszły. Ale w tym wszystkim wyczuwałam dziwną atmosferę wśród nas. 
*dwie godziny póżniej*
Postanowiłam, że przejdę się na spacer. Piękny dzień. Słońce świeci, ani jednej chmurki. Założyłam swoje conversy i poszłam na spacer zaczerpnąć świeżego powietrza. Przez całą drogę słuchałam piosenek i rozmyślałam o wszystkim. Usiadłam na pobliską ławkę. Spojżałam w niebo i zobaczyłam, że zaczyna się chmurzyć. Czym prędzej pobiegłam do domu, ale nie zdążyłam przed ulewą. Wróciłam do miszkania cała mokra. Przebrałam się w piżamę i wzięłam telefon do ręki. Wybrałam numer Lany. Spytałam, czy może do mnie przyjść spać, bo strasznie nudno siedzieć samej w domu. Lana zaśmiała się przez telefon i zgodziła się. 
-Dziękuję ci.-odrzekłam jej i odłożyłam słuchawkę.
W tym czasie zrobiłam kakao i usiadłam na fotelu. Spojrzałam przez okno i ujarzałam auto, przez które wychodziła Lana. Otworzyłam drzwi. Wpuściłam ją i dałam jej do ręki kakao.
-Mmm..pyszne.
-Haha! Dzięki.
Weszłyśmy do mojego pokoju. Oświeciłam lampki nad swoim łóżkiem.
-Mogę pójść do łazienki wziąć prysznic?
-Jasne. Tuż obok jest łazienka.
-Dziękuję.-powiedziała wychodząć z pokoju.
Chwilę później usłyszałam dźwięk swojej komórki. Dzwoniła Angie. 
-Hej Angie. Stało cię coś?
-Hej. Nie chcę cię namawiać. Ale mam pytanie.-powiedziała z niepewnością.
-Mów o co chodzi.-zaśmiałam się.
-Zostałam sama w domu i czy mogłabym do ciebie przyjść?
-Jasne. We trzy zawsze raźniej.
-Tak. To nie długo przyjdę.
-Dobrze.-i odłożyłyśmy w tym samym czasie słuchawkę.
Wtedy przyszła Lana.
-Z kim tak gawędziłaś?
-Z Angie. Przyjdzie do nas.
Lana nic nie odpowiedziała tylko maszerowała po moim pokoju. Czułam, że nie polubiła Angie. Poczłapałam na dół by otworzyć drzwi. Angie wszła do mnie z usmiechem od ucha do ucha. Ja jednak była troszkę smutna  zpowodu Lany. 
-Chodź do góry.-powiedziałam.
-Okej.
Angie rzuciła swoją torbę na moim łóżku. Lana stała na balkonie w swojej ulubionej bluzie i patrzyła na gwiazdy.
-Chodź do nas Lana.-zachęciłam ją.
-Uważaj bo się przeziębisz.-ostrzegła ją Angie. Ale wyczuwałam w jej głosie coś dziwnego. 
Lana odwróciła się i wzdychnęła.
-Gdzie chcecie spać? Podłoga czy łóżko?-zpytałam z grzeczności.
-Ja wybieram podłogę.-powiedziała Lana z uśmiechem.
-Mi jest obojętnie-wymrukała pod nosem Angie, która patrzyła na moją ścianę ze zdjęciami.
-Pójdę po coś do zjedzenia.Zrobię wam mój specjał. To będzie niespodzianka.
-Spojrzałaś tak na mnie jakbyś chciała mnie zjeść.-zaśmiała się Lana.
*Lana*
Kiedy wyszła Jane musiałam to w końcu zrobić. Po prostu musiałam...



_____________________________
Trololololo...Macie tu /Dariaa :D




niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział II


Tak to wstawiam bo mi się nudzi :D Przynajmniej macie tutaj do poczytania na niedzielę :3 
                                                                        ***



Kiedy schodziłam do szatni po schodach pech chciał, żebym się poślizgnęła. Upadłam na podłogę.
-Auć!-zakrzyczałam.
Lana szybko zbiegła i podeszła do mnie.
-Nic ci nie jest?-powiedziała z wielkim strachem. Teraz nie było widać jej śnieżnobiałego uśmiechu.
-Nie.-próbowałam wstać ale nie mogłam.
Nauczycielka oznajmiła, że mam czym prędzej iśc do pielęgniarki. Lana poszła ze mną. Okazało się, że to "tylko" skręcenie. Niestety, nie będę mogła ćwiczyć przez najbliższe dwa tygodnie. 
-Zawsze mnie to musi spotykać.-mówiłam do siebie. Lana była zapatrzona w podłogę.
Po dniu spędzonym w szkole pora była iść do domu. Zostawiłam w szafce kilka swoich książek, ubrałam swoją ulubioną kurteczkę i zatrzasnęłam drzwiczki. 
-Jak kostka?-zapytała szatynka.
-Już lepiej.-odparłam.
-Daleko mieszkasz?
-Piętnaście minut od szkoły.
-Odprowadzę cię.
W drodze było słychać nasze śmiechy i rozmowy. Kiedy zaszłam do domu na drzwiach wisiała jakaś kartka. Od mamy.
-Kurcze!
-Co się stało?- spytała Lana odwracając się do mnie.
-Zostaje sama w domu przez dwa tygodnie! Mama wyjechała w ważnej sprawie służbowej.
-O rany.-przytuliła mnie brązowooka.
Razem się uśmiechnęłyśmy.
-To może wejdziesz?-zapytałam radośnie.
-Nie, dzięki. Może innym razem mam dużo roboty. Pa!-odeszła z szerokim uśmiechem.
-Pa!-odrzekłam i odwzajemniłam uśmiech.
Przekroczyłam próg kulejąc. Zdjęłam buty. i przebrałam je na wygodne kapcie. Spojrzałam co ciekawego jest w lodówce. Na szczęście mama zrobiła zakupy. Ugotowałam sobie pomidorową. Bo to umiem najlepiej gotować. Włączyłam telewizor. Leciał jakiś beznadziejny serial, ale i tak go oglądałam. W tym czasie zjadłam swoją ulubioną zupę. Po krótkim czasie zmyłam naczynia. Potem musiałam "wczołagać" się po schodach. Weszłam do pokoju i rzuciłam torbę na łóżko, po czym włączyłam komputer. Sprawdziłam swojego Facebooka i pisałam z ludźmi z mojej klasy. Każdy wydawał się być naprawdę miły. Zza okna usłyszałam jakieś hałasy. Podeszłam i zobaczyłam, że ktoś wprowadza się na przeciwko. Po jakimś czasie zabrzmiał dzwonek do drzwi.
-Uch...-westchnęłam.
Cały czas rozbrzmiewało pukanie i dzwonek.
-Już idę!-zwołałam. Wszystko ucichło.
Spojrzałam przez wizjer. Twarz wydawała mi się dość znajoma, ale nie byłam pewna czy to ta osoba, o której myślę. Otworzyłam drzwi.
-Dzień dobry, czy to dom państwa Alex?-zapytała mnie ładnie ubrana dziewczyna.
-Tak...-odrzekłam nie pewnie.
Dziewczyna spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Jak to nie poznajesz mnie?
-Angie?
-Tak!-zaśmiała się.
-O matko Angie! Jak się zmieniłaś przez te dwa lata!-rzuciłyśmy się sonie na szyję.
-Ty się wcale nie zmieniłaś.
-Nie mogę uwierzyć! Wejdź.-zachęciłam ją.
-Masz cudowny dom.
-Dzięki.A ty wprowadzasz się tutaj?
Angie znacząco pokiwała głową.
-Tak się cieszę, że znów cię widzę!
Znów się przytuliłyśmy i zaśmiałyśmy się. Angie była moją najlepszą przyjaciółką, dwa lata temu ona wyjechała,a rok później ja. I teraz spotykamy się tu! Jestem szczęśliwa.
-Opowiadaj co się ciekawego wydarzyło. Jak tam twój chłopak Angie?-zaśmiałam się.
-Wszytko dobrze. Nadal jesteśmy razem. Ale nie wiem czy związek na odległość ma sens.
-Rzeczywiście...trochę nie ma.-odpowiedziałam.
Całe popołudnie nam zleciało. Wypiłyśmy kawę, zjadłyśmy ciastka. Tak dużo się zmieniło przez te dwa lata. Miałyśmy wiele do opowiedzenia. Kiedy spojrzałam przez okno z ciemniało się. Wzięłam komórkę do ręki i zobaczyłam na czas. Była 17.30. Jeszcze nie tak późno. 
-Ja już muszę iść.-powiedziała wstając z kanapy dziewczyna.
-Jasne.Jutro się spotkamy?-zapytałam odprowadzając ją do drzwi.
-Jeżeli chcesz.-uśmiechnęła się do mnie.
-Pomogę ci rozpakować kartony.-obie wtedy się zaśmiałyśmy.
-Pa!
-Pa!-pokiwałam jej.
Nadal nie mogę uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Od razu wzięłam do ręki telefon i zadzwoniłam do mamy. 
Też bardzo się ucieszyła na tą wieść. Uśmiech nie schodził mi z twarzy do wieczora. Poszłam wziąć kąpiel i przebrałam się we wygodną piżamę. Weszłam do pokoju wycierając sobie włosy. Po nieco dłuższym czasie ustawiłam budzik na 6.30, zgasiłam światła i położyłam się spać.


                                                                                                                                          /Dariaa

sobota, 13 kwietnia 2013

"Conversy.Czy one nas wywyższają?


Sorki,że nie dodałam mojej refleksji o 13:00,ponieważ nie miałam internetu ;__; .


"Converse" znana marka butów,prawie wszystkie nastolatki posiadają takie trampki,lecz nie każdy uznaje je jako zwykłe obuwie.Czasami dziewczyny uznają je jako oznaka mody i trendu,osoba, która nie ma takich butów jest odrzucana od reszty klasy.W mojej szkole mało osób nie ma takich trampek i jest odrzucona od grupy.Bardzo mnie to zastanawia dlaczego nastolatki tylko zwracają na wygląd?Oczywiście jest trochę osób którzy nie oceniają po wyglądzie a tym bardziej po ubiorze.Mnie to przeraża bo dlaczego człowiek zwraca uwagę na takie drobnostki,ale przecież są ważniejsze cechy takie jak skromność, zdolność do kochania czy po prostu jest dobrym przyjacielem.A jeżeli bym nosiła "Conversy",a była bym pulchniejsza to czy klasa by mnie zaakceptowała?Czy by mnie tylko wyśmiali,że próbuję się przypodobać towarzystwu?Ciężko stwierdzić jak zachowa się dana klasa bo jedna może by mnie zaakceptowała a jedna by się ciągle ze mnie naśmiewała.Ja nie mam zamiaru się naśmiewać z inaczej zbudowanych (pulchnych) ludzi,inaczej ubranych czy nawet to ile ma pieniędzy.Dla mnie to wszyscy ludzie są tacy sami ale czy to kogo lubię a kogo nie,nie ma żadnego wpływu na jego wygląd.Ja zawsze potrafię ocenić nastolatka po charakterze,ale nie tak,że zobaczę dziewczynę podejdę do niej i już od razu wiem czy ją lubię czy nie.Muszę ją trochę dłużej znać aby poznać ją bliżej,ale niestety nie wszyscy postępują tak jak ja.Ale wiadomo nikt nie jest idealny ale każdy niech zacznie próbować zaakceptować innych to sam zostanie zaakceptowany.
Oliwia :)

Rozdział I


A oto i pierwszy rozdział. Teraz słońce u mnie świeci, a nie dawno padał deszcz. Wczoraj poszłam spać przed drugą i się nie wyspałam ;__; Zaraz idę się zdrzemnąć chyba bo nie wyrobie. To ja już nie zanudzam, czytajcie sobie...Miłego czytania!



***




*Ostatni dzień wakacji, wieczór*
Dlaczego w pierwszy dzień wakacji musiałam się przeprowadzić? Brakuje mi starych przyjaciół. Nie widziałam się z Angie od dwóch lat. Tak szybko to zleciało. Nawet nie wiedziałam kiedy. Tegoroczne wakacje spędziłam rozpakowując kartony i urządzając swój nowy pokój. Ten był najlepszy. Fioletowe ściany, duże łóżko, półki na książki. I co jest najlepsze obok pokoju mam własną garderobę. Dziś byłam wyjątkowo zmęczona. Musiałam na ostatnią chwilę chodzić po mieście w poszukiwaniu torby do szkoły. W końcu się udało. Szybko poszłam pod prysznic i ubrałam się w piżamę.


Nastawiłam budzik i połozyłam się do łóżka. Zasnęłam jak niemowlak.
*Pierwszy dzień szkoły*
-Jane!-usłyszałam jakis głos dochodzący z dołu.-Jane! Wstawaj.
-Jeszcze chwilę...-zasłoniłam się poduszką.
-Jak sobie chcesz.
Stwierdziłam, że moja mama nie była raczej w dobrym nastroju. Wtedy usłyszałam swój głośny budzik. Wyłączyłam go, a potem przetarłam oczy.
-No nie! Jane!-krzyknęła mama zza drzwi.
-Spokojnie już wstałam.-powiedziałam z uśmiechem.
-Wychodzę do pracy.
-Dobrze.-zatrzesnęłam drzwi od łazienki. 
Umyłam twarz i spojrzałam w lustro.
-No to pora do szkoły.-powiedziałam do siebie z uśmiechem. Weszłam do garderoby i zastanawiałam się co na siebie włożyć. Zdecydowałam się na czerwone rurki i sweterek.



Poszłam znów do łazienki, uczesałam się w kłosa i zrobiłam delikatny makijaż. Potem zeszłam na dół po szklanych schodach. Otwarłam lodówkę i zobaczyłam, że nic nie ma do zjedzenia. Wzięłam więc kromkę chleba i posmarowałam nią sobie nutellą. Kocham nutellę. Usiadłam sobie przy stole i czytałam jakąś gazetę. Po krótkiej chwili zauważyłam, że pora wychodzić do szkoły. Z racji, że było słońce założyłam na siebie jeszcze wiosenną kurteczkę. Przekluczyłam drzwi i ruszyłam. Do liceum miałam jakieś 15 minut piechotą. Podłączyłam sobie słuchawki do telefonu i słuchałam muzyki. Akurat leciała piosenka One Direction. Nim się obejrzałam stałam już przed budynkiem. Westchnęłam i przekroczyłam próg szkoły. Przetargnęłam się przez tłum ludzi i dotarłam do swojej szafki. Spoglądnęłam na swój plan. Musiałam iść pod sale chemiczną. Nie wiem do czego mi jest chemia w życiu potrzebna, ale jest to w końcu szkoła więc uważać trzeba. Usiadłam na samym końcu z jakąś naprawdę ładną dziewczyną. Grzebała coś w swoim zeszycie.
-Cześć.-powiedziała do mnie z uśmiechem.
-Hej.-odparłam grzecznie.
-Jestem Lana a ty?
-Jane.
W tym czasie zadzwonił dzwonek na lekcję i do sali wszedł nauczyciel w okularach. Cała lekcja zeszła bardzo szybko, a to dlatego, że mówił bardzo zrozumiale. Z chęcią pisałam nawet notatki do zeszytu. Kiedy lekcja już minęła szatynka z dużą pewnością zagadała do mnie:
-Teraz mamy trzy lekcje w-f pod rząd.-nie przestawała mówić z uśmiechem.
-Dzięki. Jeszcze nie do końca pamiętam. A wiesz gdzie jest sala gimnastyczna?
-Oczywiście chodź.-razem odeszłyśmy od sali chemicznej z uśmiechem. Po drodze zakolegowałam się trochę z Laną. Była dla mnie bardzo miła. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Dzwonek znów zabrzmiał. Na pierwszej lekcji grałyśmy w koszykówkę. Wszystkim dziewczyną naprawdę dobrze szło. 
Kiedy schodziłam do szatni po schodach...
________________________________



Rozdziały będą coraz dłuższe, nie martwcie się o to. ;)

/Dariaa





piątek, 12 kwietnia 2013

"Pesymista"


                                                                   „Pesymista”
Zawsze mnie to zastanawiało dlaczego na świcie jest tyle pesymistów,może dlatego,że życie jest trudne?A może dlatego,że ludzie nie mają ochoty się cieszyć życiem?Wiadomo nikt przecież nie powie ,że nasze życie jest proste,bo tak nie jest. Ale w jakim celu sobie wmawiać,że jest okropnie ale pamiętajmy zawsze może być gorzej więc po co się zamartwiać jakimiś błahostkami?Wiadomo nie raz miałam taką sytuację,że rodzice zabronili mi czegoś,niestety oni robią to dla naszego dobra. No ok teraz może mi ktoś powiedzieć czy zabranie komputerem jest dla naszego dobra?A czy pamiętacie jak wracaliście ze szkoły czy przedszkola i nie mogliśmy się doczekać kiedy wyjdziemy na dwór,a teraz wszystkie nastolatki siedzą przed komputerem albo telewizorem nie myśląc nawet żeby wyjść na dwór. Moja ośmioletnia kuzynka po powrocie ze szkoły od razu zasiada przed komputerem,ja w jej wieku grałam z koleżankami w chowanego czy ganianego. Pewnie teraz pomyślicie gadam jak jakaś stara babcia,ale niestety taka jest prawda. Miałam raz taką sytuację kiedy miała odbyć się ostatnia dyskoteka szkolna w całym tym pośpiechu zapomniałam posprzątać pokój,ale pomyślałam ,że posprzątam jak wrócę,gdy już doszłam na dyskotekę po godzinie zadzwoniła do mnie mama i mam szybko wracać do domu. Nawet nie dyskutowałam z mamą i z upragnionej imprezy musiałam wrócić do domu. Jak weszłam do pokoju siedziała moja mama i zapytała się mnie dlaczego nie posprzątałam,ja odpowiedziałam,że nie zdążyłam. Powiedziała mi,że jakbym posprzątała to bym mogła zostać na dyskotece ale widziała, że jak mi odpuści to się nie nauczę,że najpierw obowiązki a później przyjemności. Byłam na nią strasznie zła że tylko o taką błahostkę mi kazała wrócić do domu,myślałam nawet o samobójstwu,ale po kilku godzinach rozmyślania doszłam do wniosku iż mogłam sobie odebrać życie o głupią dyskotekę i na pewno się możesz teraz śmiać ale dla mnie to wtedy był koniec świata,więc od tamtego czasu obiecałam sobie że mam być szczęśliwa za każdą cenę. Czasami ludzie się zabijają,ponieważ dostali jedynkę w szkole,więc dlaczego ty nie możesz być szczęśliwy?Zastanów się ile ludzi na co dzień widzisz szczęśliwych?Ale tak naprawdę szczęśliwych ,a nie śmiejących się z jakiegoś się żartu?Mam nadzieję,że pomyślisz nad swoim życiem i zmienisz je bo po co się martwić a czy nawet zabijać?
Oliwia :)


Jeżeli Ci się spodoba to będę pisała dalej, więc skomentuj :)